Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: mieszkania

środa, 12 kwietnia 2017

Na podbudowie ostatniej sytuacji jaka wydarzyła się w moim mieście – zawaliły się cztery piętra starej, warszawskiej kamienicy, przyszły mi do głowy myśli mieszkaniowe. Prawdą jest, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, że tylko krowa nie zmienia poglądów i że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wszystkie te powiedzenia mają swoje odzwierciedlenie w życiu doczesnym.

Wychowując się w biednym domu, nie mając dłuższy czas swojego miejsca, nie mówiąc już o własnym pokoju, moje spojrzenie na posiadanie mieszkania wykształciło się trochę roszczeniowo. Mama nie miała pieniędzy na wynajem lokalu, nie mówiąc już o kupnie więc najprościej było samotnej matce złożyć wniosek o przydział lokalu komunalnego. Ja sama później uczyniłam ten sam krok, będąc już młodą matką, a że mieszkań nowych – komunalnych  w naszym mieście buduje się jak na lekarstwo, przydziały są na mieszkania w starych kamienicach. Te kamienice najczęściej są z lat przedwojennych, a dodatkowo, w związku z powojennym dekretem Bieruta – objęte są roszczeniami spadkobierców przedwojennych właścicieli. Taką kamienicę trudno jest rewitalizować ponieważ najczęściej jest oddawana w ręce tych, o których wspomniałam w zdaniu wcześniej. Nowi/starzy właściciele nie radzą sobie z utrzymaniem tak wielkiego domu, bywa, że podwyższają drastycznie czynsze, które są nieadekwatne do standardu lokalu, potem pozbywają się niepłacących lokatorów i w końcu zostają z ruiną na karku.

Obecnie od kilku lat prawo nie funkcjonuje jak kiedyś – że przydział mieszkania mógł być nawet w kamienicy z roszczeniami. Taki lokal otrzymałam ja. Skutkiem tego były drastyczne podwyżki czynszu, a potem eksmisja i wieloletnia batalia prawna z właścicielem budynku. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Mam gdzie mieszkać, ale gdyby mój mąż nie posiadał alternatywy pewnie szukalibyśmy innego wyjścia.

Na zakup własnego M nie każdego stać. To jest ogromna bolączka dzisiejszych czasów i wiem jak trudno młodym ludziom rozstać się z rodzicami tylko dlatego, że nie mieliby gdzie mieszkać. Sama mogłabym mnożyć przykłady z własnego otoczenia: brat, pasierb, koleżanka z kotem, to osoby, które wciąż poszukują własnego królestwa. Polityka mieszkaniowa w naszym kraju jest tragiczna. Wszystko to wiąże się z wysokością zarobków, oprocentowaniem kredytów mieszkaniowych i ich dostępnością. Zapisy na mieszkania komunalne są też ostro obwarowane, bo prędzej na listę zostanie wciągnięty patologiczny, bezrobotny pijak z czwórką dzieci, który i tak (z góry wiadomo) czynszu uiszczać nie będzie, niż samotny trzydziestoletni kawaler, który jest „za biedny” na kredyt, a „za bogaty” na socjal.

Moja refleksja krążyła wokół tych nieszczęsnych przydziałów, które nadaje się kandydatom na lokatorów. Jak długo może wytrzymać bez remontu i nakładów finansowych stara, przedwojenna kamienica, co mają zrobić ludzie, którzy miotają się pomiędzy wynajęciem, a kupnem. Trzeba mieć wiele szczęścia, żeby móc powiedzieć o posiadaniu własnego kąta.

Dziś nie wyobrażam sobie mieszkania w takiej zrujnowanej kamienicy choć swoje tam przeżyłam. Mój apetyt wzrósł w miarę jedzenia choć długo przyzwyczajałam się do tego typu lokalu. Opłaty za mieszkanie w kamienicy rozkładają się różnie: niski czynsz, ale za to wysokie opłaty za gaz (ciepła woda i jeśli są kaloryfery to ogrzewanie), lub jeśli nie ma w mieszkaniu gazu wysokie rachunki za energię. W domku te opłaty pozbawione są czynszu, ale za to dochodzi praca własna w stylu – remonty dachu, odśnieżanie, ogólnie jest co robić.

Dobrze, że kamienica, w której runęły cztery piętra nie była zamieszkana. Ale w domu obok przydział komunalny miała moja ciotka. Musiała się wyprowadzić, bo mieszkanie tam zagrażało jej życiu. Lokale zastępcze oczywiście znowu dostali w starych kamienicach. I oczywiście taka kamienica znowu będzie miała jakiś „czas życia” o ile miasto o nią zadba. A jak wiadomo – pieniędzy na to zawsze brak.