Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: film

piątek, 04 sierpnia 2017

Szanowny już od poniedziałku sobie urlopuje, ja dopiero od dzisiejszego dnia. Postanowiłam zaprosić więc swojego małża do kina na seans o... kotach. Poszliśmy w środę wieczorem. Jako zawodowa kociara (tak jak mój mąż) nie mogłam powstrzymać się od obejrzenia szeroko reklamowanego filmu: Kedi - sekretne życie kotów.

Nie umiem prostymi słowami opisać zachwytu nad tym filmem. Niby nic - bo to taki paradokument, z łapanymi chwilami wśród stambulskich kotów, ale rozmowy z tymi ludźmi, którzy te koty kochają, opiekują się nimi i o nich opowiadają - były tak głębokie, że oglądało się ten film z czystą przyjemnością.

Tłem jest miasto Stambuł. Miasto tureckie, które przechodzi przemiany. Te przemiany mają wpływ na życie kotów, które są i uliczne i domowe. Ludzie tam traktują koty jak coś w rodzaju "wysłannika Boga". Jest porównanie do psów, z którym i ja się zgadzam: że pies traktuje człowieka jak boga, wykonuje wszystkie jego polecenia, podlega mu, a kot nie. Kot jest indywidualistą i takim pozostanie do końca swoich dziewięciu żywot. My z Szanownym za to też kochamy koty i współdzielimy z nimi życie. Tak jak mieszkańcy Stambułu - nie mówimy "jestem właścicielem kota", kot to część naszej rodziny. Naszego stada. Pewien mieszkaniec Stambułu mówi, że kto nie lubi kotów, nie lubi też innych, że poprzez podziw lub miłość do tych zwierząt poznaje się prawdziwe człowieczeństwo.

Tak jak w innych zakamarkach świata są tam ludzie, którzy karmią koty suchą karmą, ale też są tacy, którzy gotują dla swoich współtowarzyszy po 10 kg mięsa. Są tacy, którzy noszą regularnie do weterynarza, sterylizują i kastrują, a są tez tacy, którzy opiekują się kotami portowymi w pięciu pokoleniach (kotów).

Mamy pokazany w tym filmie przykład kilku przedstawicieli tego znakomitego gatunku i możemy zaobserwować ich zwyczaje, codzienne życie przy człowieku. Dowiadujemy się też przy okazji o historii tych ludzi. O tym co skłoniło ich do opieki nad kotami. Jak żyje się z kotem, co to daje.

Kino było pełne. Mimo tego, że był to środek tygodnia (przypominam o tzw "biedaśrodach" w CinemaCity - wtedy bilety są o połowę tańsze). Moim skromnym zdaniem nie jest to film dla dzieci poniżej 11/12 r.ż. Po pierwsze - jest to film turecki z napisami. Nasza Mańka nie chciała iść bo... nie lubi czytać. Po drugie to film z przesłaniem. Nie jest to zwykła opowieść. To film o prawdziwym uczuciu. Kto lubi koty ten lubi wszystkich innych dokoła. Ja już dawno stwierdziłam, że współdzielenie życia z kotem, to nie jest zwykłe uczucie, to stan umysłu. Kto chce, aby kot przychodził na zawołanie, na rozkaz człowieka, czy nie biegał po blatach czy stołach - niech sprawi sobie psa, bo tak naprawdę nie zna kociej natury. Kot to taki antydepresant. Jest samodzielny, a jednocześnie potrzebny człowiekowi. To zupełnie inna natura niż pies. To również zupełnie inne obowiązki niż przy psie. Z kotem musisz się liczyć, bo ma swoje zdanie i zrobi zawsze to, co chce. Ja za to kocham koty, bo sama lubię być indywidualistką, niezależną od innych.

Film polecam każdemu - i tym, którzy są kociarzami i tym, którzy tych zwierząt nie tolerują. Dla samego rarytasu wzrokowego jakim są i koty i miasto Stambuł warto. No i muzyka - przepiękna! Odpowiednia do sytuacji, klimatyczna. 


    

Tagi: film
09:06, sokramka
Link Komentarze (6) »
środa, 08 marca 2017

Jestem świeżo po emisji "Ostatniej rodziny". Filmu biograficznego o losach Beksińskich. Moja Mama była fanką audycji prowadzonych przez Tomka Beksińskiego, słuchała namiętnie Trójki i zarażała mnie tymi klimatami. To też dzięki niej słucham teraz tego co słucham i miłość do muzyki odbieram każdą swoją komórką cielesną. 

Początkowo oglądałam film z pewnym dystansem, ponieważ Dawid Ogrodnik wcielający się w postać Tomasza Beksińskiego, jak dla mnie nie wyszedł do końca z roli chorego Mateusza z filmu "Chce się żyć". Jego Tomasz był nad wyraz pobudzony, ruchowo stwarzał wrażenie chorego psychicznie, co podobno kłóciło się z rzeczywistością, o co toczyli batalię z reżyserem przyjaciele Tomka na czele z Weissem. Nie ukrywam, że aktorstwo Ogrodnika mi odpowiada i tak samo podobał mi się w Idzie. W "Ostatniej rodzinie" również pokazał klasę, ale zastanawiające jest skąd brał wzorce do scen łóżkowych oraz kłótni z dziewczynami? Podobno żadna z jego kobiet nie chciała o nim nigdy rozmawiać. 

Postać samego Zdzisława zagrana jest przez Andrzeja Seweryna rewelacyjnie. To pełen kunszt aktorski, nie mówiąc o fizycznym podobieństwie, zgodności naśladowania akcentu oraz mimiki i ruchów ciała. Chylę czoła przed panem Andrzejem.

To, co mi się w filmie strasznie nie spodobało to wplecenie granych przez Ogrodnika scen w autentycznie nakręcone obrazy. Chodzi mi tutaj konkretnie o jego "Wywiad z wampirem". Tragiczne posunięcie, które spaczyło według mnie całą ideę filmu biograficznego. Niemniej jednak Dawid Ogrodnik niesamowicie musiał się postarać, żeby przypominać Tomka z tamtego programu. Ale wyszedł z tego obronną ręką. 

To, co również nasunęło mi osobiste refleksje po obejrzeniu tego filmu, to fakt, że Beksińscy, mimo odpowiedniego wykształcenia nie oszczędzali w prostych słowach. To mi się podobało, bo ja zawsze myślałam, że mówiąc wprost, że czegoś nie chcę czy nie lubię, czy nie będę robić, stawiam się w roli wariata, który sprzeciwia się ogółowi. A tu się okazało, że Tomek Beksiński kiedy nie chciał zaglądać do umierającej babci, nie szedł i mówił: "bo tam śmierdzi i jeszcze się porzygam". Że Zdzisław Beksiński otwarcie mówił, że on "żadnego podawania i łamania się opłatkiem nie chce, a tym bardziej ściskania czy całowania". Mam i miałam tak samo: czy zatem jestem osobą niespełna rozumu?? Czy jak Tomek odbierał muzykę całym sobą, zamykał oczy i wyginał się w rytm utworu - ja bardzo często robię to samo - czy jestem niespełna rozumu? I w końcu mowa o śmierci - dla jednych to nie do pomyślenia, np. dla mojego Szanownego. Kiedy mówię mu, że chciałabym być spopielona on uważa, że "nie czas teraz na takie rozmowy". A ja uważam, że zawsze jest czas na takie rozmowy. Tak samo swobodne wypowiadanie się o umieraniu: kiedy odchodzi babcia Beksińska, Zdzisław woła do żony: Zosiu! Beksińska umarła! Jakby wołał do żony: przynieś mi solniczkę. Nie widzę w tym nic strasznego, tym bardziej, że Beksiński czekał na śmierć swojej matki i wiedział, że to w każdej chwili nastąpi. 

Nie znam Beksińskich ani z opowieści Weissa, ani z opowieści Grzebałkowskiej. Będę musiała to nadrobić. Znam Tomka ze słuchania jego audycji przy Mamie i pamiętam jako prezentera ciepłego, wrażliwego, przeżywającego muzykę każdym skrawkiem swojego ciała. 

Film przyjęłam ciepło, ale nie gorąco. Nie wiem też jak mam go ocenić, bo za rolę każdy ode mnie dostałby inną notę, natomiast za reżyserię odjęłabym punkty. Nie jestem ani wstrząśnięta, ani zmieszana ;-) Ot: film biograficzny jakich mało, z tym że poruszający losy niezwykłych ludzi. Ludzie ci paradoksalnie byli normalni, tylko każdy z nich żył w swoim, odosobnionym świecie. Zbyt dobrze to rozumiem. 

Tagi: film
18:54, sokramka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 06 grudnia 2016

Mam ostatnio straszne zaległości i filmowe i książkowe. Niestety wiąże się to z tym, że mój rytm dnia diametralnie się zmienił odkąd zaczęłam pracować w systemie ośmiogodzinnym. Do tego ostatni rok studiów i pisanie pracy magisterskiej jest niezwykle absorbujące. Niemniej jednak próbuje wydłubywać okruchy dnia na lekturę i ogólnie kulturę ;-) (marzy mi się pójść na koncert dr. Misio, będzie w warszawskiej Rivierze...)

Obejrzałam ostatnimi czasy kilka animacji, które bardzo lubię i polecam. "Ruchomy zamek Hauru" to produkcja japońska, w stylu manga. Już kilkanaście lat temu zetknęłam się z reżyserem Hayao Miyazaki oglądając jego "Spirited Away. W krainie Bogów". Zachwyciłam się tą piękną bajką dla dorosłych i nawet mam ją na płycie, w zestawie filmów domowych. "Ruchomy zamek Hauru" już mnie tak nie zachwycił, ale i tak byłam pod wrażeniem pięknej animacji, treści i bajkowości.

Oto młoda Sophie zostaje zamieniona w staruszkę przez Wiedźmę z pustkowia. W poszukiwaniu dawnej postaci wyrusza w niebezpieczną podróż znajdując po drodze ruchomy zamek Hauru, w którym zamieszkuje. Tam zaprzyjaźnia się z demonem Kalsiferem, który składa jej pewną propozycję...

"Ruchomy zamek..." otrzymał ode mnie 9 na 10 pkt na Filmwebie.

Kolejnym filmem, jaki sobie zarzuciłam była "Księżniczka Mononoke". I tu się rozpisywać nie będę ponieważ w punktacji film ten otrzymał ode mnie najwyższą notę: 10. Za muzykę, za fabułę, za przesłanie, za łzy, które się przez chwilę pojawiły.... Piękno samo w sobie...

Książę Ashitaka pokonuje w walce demona, który jednak w ostatniej chwili rzuca klątwę na młodzieńca. Ashitaka wyrusza w podróż, aby poprosić ducha lasu o ratunek. W lesie spotyka księżniczkę Mononoke, która wychowana jest przez białą wilczycę. Tam też Ashitaka jest świadkiem walki pomiędzy cywilizacją a siłami natury...

Anime nie każdy lubi. Ja z racji swoich zdolności rysunkowych oraz upodobania do obserwacji innych mistrzów oraz amatorów ołówka - anime lubię bardzo. Ale tylko filmy, ruchome obrazki, które ogląda się z czystą przyjemnością. Z komiksów toleruję tylko Grzegorza Rosińskiego lub jemu kresce podobne arcydzieła.

Ale są jeszcze inne, dobre filmy animowane dla dorosłych. Na przykład taki "Heavy Metal 1981" Film składa się z kilku epizodów, związanych ze sobą zieloną kulą. Przybywa ona z kosmosu wraz z astronautą i opowiada małej dziewczynce, że jest przyczyną wszelkiego zła panującego we wszystkich możliwych światach.

Mamy w tej bajce dla dorosłych wiele erotyzmu, bardzo dobrej oprawy muzycznej: Nazareth, Chip Trick, Black Sabbath, Journey i wiele innych klasycznych utworów z tamtego okresu. Bożenko! Polecam, jeśli jeszcze nie widziałaś ;-) Skopiuję jeden z komentarzy pod filmem: "kosmos, cycki, roboty, magiczne moce, statki kosmiczne, kosmiczne cycki, lasery, wybuchy, kosmiczne dupy, miecze, topory, kosmiczne zombie, kosmiczne cycki, i na to wszystko maksymalnie wieśniacki 80s hard rock. pełna synteza formy i treści, jedno i drugie w 100% oldksulowe.". Sama słodycz ;-) Bajka dla niegrzecznych dorosłych dostała ode mnie 7 na 10. 

W niedzielę wrzuciłam sobie natomiast film fabularny, ale też pochodzący z półki "dla dużych dzieci". Mianowicie obejrzałam "Legion samobójców". Wybrałam tę pozycję m.in. ze względu na soundtrack, który też zachwyca zestawem samych dobrych klasyków, ale ma w składzie ostatni hit, który przejawia się prawie w każdej stacji radiowej i mimo zmęczenia jego pozycjonowaniem na listach wciąż mam ochotę go słuchać. To "Heathens" Twenty One Pilots. Niedługo lodówkę otworzę i zobaczę w niej Tylera Josepha ;-)

"Legion samobójców" to w większości wrogowie Batmana, choć są antybohaterowie z innych komiksów. W sumie każdą z postaci można polubić, ale ja nie mogłam się przekonać do Jokera granego przez Jareda Leto. Mimo tego, że 30 sec to Mars słucham i znam, uważam, że postaci Jokera nie dźwignął. Być może dlatego, że bohatera w tym filmie widać mało i jest w sumie jakoś tak obsadzony bez sensu.. Bardzo dobrze wypadł Will Smith, który z brodą i ogolona pałą prezentował się znakomicie. Nareszcie coś innego :-) Oglądając film zastanawiałam się skąd znam twarz Enchantress - a potem doznałam olśnienia, że takie brwi ma tylko jedna modelka Mango: Cara Delevingne. Do tego wspaniała Margot Robbie jako Harley Quinn - zwyczajnie rozwaliła ten film swoją postacią. Chciałabym, żebyś kiedyś powstał film tylko o niej. "Legon..." dostał ode mnie 5.

Ogólnie rzecz biorąc tymi filmami rozluźniłam się trochę. Miałam w planach pójście na "Ostatnią rodzinę" o Beksińskich, miałam obejrzeć też "Jestem mordercą" z Arkiem Jakubikiem. Nic z tych rzeczy. Nie mam czasu, nie mam z kim pójść, albo jak ktoś może to nie umiemy się zgrać.

Z książek czytam teraz "Historię antykoncepcji" wydawnictwa Bellona. Bardzo ciekawa pozycja, ale niestety wpadły mi w oko błędy stylistyczne; słabego musieli mieć korektora ;-) Technicznie książka też odbiega od doskonałości - mając dodane do druku zdjęcia bardzo słabej jakości. Ale jak treść fajna, to człowiek stara się na takie rzeczy nie zwracać uwagi.

Tak więc idziemy do przodu i korzystamy z życia. Może w końcu uda mi się zorganizować jakieś wyjście, np. na koncert Dr. Misio. A teraz posłuchajcie proszę co mnie urzekło w "Księżniczce Mononoke"


Tagi: film
08:58, sokramka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 18 października 2016

Cały zeszły tydzień poświęciłam szkoleniu, na koniec i tak zdałam, ale nie było innej możliwości. W ogóle nie widzę sensu przeprowadzaniu takiego szkolenia, gdzie ma być tylko sztuka dla sztuki, a efekt finalny i tak nie powala na nogi. Żadne z nas tak do końca nie zrozumiało działania samego SAPa. Żadne z nas nie będzie miało z tego ani satysfakcji, ani premii, ani awansu. Program ma być wprowadzony z początkiem nowego roku, ale pozostaje fraza "ma być". Tak więc ukończenie szkolenia z pozytywną oceną było jak gdyby wliczone w koszty. A dziś wracam na stary, resortowy program, w którym czekają na mnie realizacje umów.

Wczoraj miałam wolny poniedziałek, wykorzystałam go służbowo, prywatnie i... szyciowo. Odkąd mam nowe elementy w maszynie, sprzęt śmiga jak nowy.  Z czasem pokażę co się stworzyło ;-) 

Zdążyłam po drodze wpaść do kina z Manią na bajkę pt. "Sekretne życie domowych zwierzaków". Przyznam szczerze: dupy mi nie urwało ;-) ale moja Mania była zachwycona, co przecież jest w tym wszystkim najważniejsze. Dodam tylko jeszcze jedno: nie dajcie się zwieść tytułowi filmu i zapowiedziom, bo bajka wcale nie opowiada dokładnie o tym, co przedstawiają zajawki. W zasadzie stwierdziłam, że trailery zawierają najlepsze sceny całego filmu, a reszta to nudny, jałowy film dla grzecznych dzieci. Ale to moje prywatne zdanie.

Nauka na uczelni wciąż trwa. To już ostatni rok i pisanie pracy magisterskiej przede mną. Rany jak ten czas zleciał! Dopiero pisałam o wątpliwościach, o demonach i strachach, a tu już pięć lat za mną! Cholercia! Wybrałam już sobie temat pracy, mianowicie będzie to: "Analiza porównawcza kompetencji Prezydenta II i III RP". Już mam spis treści, już mam przygotowany początkowy spis literatury przedmiotowej i czas powoli zabierać się do pisania.

A tym czasem: miłego tygodnia!

09:06, sokramka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 30 czerwca 2016

Filmy Pixara zawsze wprawiają mnie w zachwyt, dzięki któremu mogę je oglądać po kilka razy. Iniemamocni, Auta, W głowie się nie mieści, WALLE i inne, to już klasyka w moim repertuarze bajek. Tak jest też z pierwszą częścią o rybce zwanej Nemo. 

Myślałam, że idąc dobrą ścieżką twórcy "Gdzie jest Dory" poprowadzą mnie w ten sam klimat. Niestety, zawiodłam się troszkę. Oczywiście to moje osobiste odczucia, bo każdy ma inny kąt patrzenia na bajkę dla dzieci.

Wczoraj postanowiłam zabrać Manię do kina. Środy są zawsze tańszymi dniami jeśli chodzi o cennik biletów. Kiedyś pisałam o tzw: "biedaśrodach". Wybrałyśmy się na seans 3D, bo i ona i ja chciałyśmy doświadczyć tych emocji.

Cóż.

Streszczać filmu nie będę, każdy zapewne widział zapowiedzi, ale opowiem o moich doznaniach. Były średnie. Nic mnie w tym filmie nie zachwyciło. Ani główny wątek poszukiwania rodziny przez Dory, ani postacie drugoplanowe, ani nawet efekt 3D, który miał powalać na kolana. Ot, prosta historia o poszukiwaniu rodziny. No i gdzie tam są sceny, na których można uronić łzę? Dla mnie nie było. W zasadzie mogę stwierdzić, że więcej przesłania umoralniającego miał filmik krótkometrażowy pt "Pisklak" puszczony przed głównym seansem. Dla mojej córki to była wspaniała lekcja indywidualizmu oraz akceptacji swojej inności.

Film o Dory oceniam w skali 1-10 na 5 i pół ;-)

Natomiast osobiście nie mogę się doczekać emisji filmu o Beksińskich. Obsada zapowiada dobrą pozycję na półce filmów polskich. Mam nadzieję, że się nie zawiodę :-)

Tagi: film
09:46, sokramka
Link Komentarze (3) »
środa, 29 lipca 2015

Normalnie: bierze się dojrzałą córkę (może być niedojrzały syn), wyskrobuje się z portfela szczyptę pieniążków, dodaje się optymizm, uśmiech i komunikacją miejską podąża do kina. Co ja plotę? To się w głowie nie mieści!

Film wytwórni Pixar "W głowie się nie mieści" podbił moje i Mani serca. W ramach rekompensowania jej ubogich wakacji poszłyśmy na seans do kina. Do wyboru były jeszcze "Minionki", ale ostatecznie wygrała burza emocji na wielkim ekranie. 

Film ma w sobie wszystkie cechy mądrej, stonowanej bajki. Ukazuje w luźny sposób jak działają nam nasze mózgi i która z obecnych emocji właśnie przejmuje stery. Strasznie mi się to podobało. W bajce mamy pokazaną historię dziewczynki, która od urodzenia do dwunastego roku życia przeżywa silne emocje związane z jakąś bieżąca sytuacją. Mamy tu Radość, Smutek, Gniew, Strach i Odrazę. Prym wiedzie Radość. To ona za wszelką cenę chce, aby główna bohaterka była szczęśliwa. W roli dubbingowej występuje Małgorzata Socha, która jak dla mnie jest tutaj rewelacyjna. Pomijam fakt, że osobiście nie cenię jej aktorstwa zbyt wysoko, ale to może wynikać z tego, że nie jestem fanką seriali, a w większości takich produkcji pani Małgosia grywa. Natomiast jako aktorka dubbingowa jest przewspaniała. Wspomniana Radość radzi sobie przy sterach znakomicie dopóki nie zajdzie pewne niefortunne zdarzenie w centrum dowodzenia i zburzy cały ład. Ale to już musicie sami zobaczyć.

Bajka nie jest dla dzieci pięcioletnich. Takie brzdące może lepiej zabrać na "Minionki". "W głowie się nie mieści" to bajka bardzo dojrzała. O emocjach, o poświęceniu, o miłości, raz nawet udało mi się uronić łzy.

Wracając z kina śmiałyśmy się z Manią która teraz wyspa jest aktualnie w ruchu i która nasza emocja stoi za sterami. I o to przecież chodziło ;)

P.S. nie podobało mi się jedno: ukazanie na samiuśkim końcu filmu wnętrz różnych innych postaci, wśród których był kot. No nie, ja się nie zgadzam - tak nie wygląda mózg kota ;) 

 

Tagi: film
17:31, sokramka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 czerwca 2015

W ramach wieczornego seansu obejrzałam "Teorię wszystkiego".

Słowa tu są zbędne. Wybitna rola Eddiego Redmayne'a - w pełni zasłużony Oscar. Trochę cukierkowa Felicyty Jones jako żona Stephena Hawkinga. Muzyka-piękno samo w sobie. Nie ukrywam, że uroniłam kilka łez. 

"Nawet gdy nasze życie jest bardzo ciężkie, zawsze możemy znaleźć coś, co da spełnienie" - Stephen Hawking.

Tagi: film
22:23, sokramka
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 kwietnia 2015

Po szaleństwie kuchennym (a co, miałam parcie na bycie przykładną kurą domową, ale o tym w oddzielnym wpisie) nastał czas wolny dla mła i w związku z tym postanowiłam nadrobić kolejną z zaległości. Mianowicie obejrzałam film "Jack Strong". Jestem na świeżo po seansie.

Jak wiadomo Pasikowski jest specem od filmów sensacyjnych, mocnych, kontrowersyjnych, ogólnie od filmów akcji. Taki tez jest Jack Strong. Miałam straszną ochotę obejrzeć ten obraz kiedy był w kinie i zapewne wrażenia byłyby wtedy większe, ale i tak osobiście jestem z obrazu bardzo zadowolona. Mimo tego, że film jest tylko oparty na faktach i pozostaje wiele nieścisłości pomiędzy realizmem z życia Kuklińskiego, to sam obraz jest dobrym, mocnym, sensacyjnym kinem, który z zainteresowaniem się ogląda. Kino przedstawione jest w trzech językach: polskim, rosyjskim i angielskim. Miałam przed oczami wersję "gołą", bez żadnych tłumaczeń więc musiałam polegać na swojej pamięci odnośnie szkolnej nauki rosyjskiego (przełom lat 80 i 90) oraz wysilić mózg co do kwestii amerykańskich (bo osobiście wolę akcent brytyjski). Filmu nie oglądał ze mną Szanowny, bo po pierwsze jego takie rzeczy mało interesują, a po drugie marny z niego lingwista ;) 

Wracając do obrazu to moje odczucia jako fana filmów wyrazistych, mocnych i poruszających kontrowersyjne tematy, są bardzo pozytywne. W początkach swojej kariery reżyserskiej Pasikowski źle mi się kojarzył z Psami, Słodko-gorzki to dla mnie dno, ale po Operacji Samum nastąpił jakiś przełom i już Pokłosie mnie zachwyciło. 

Strongowi daje mocne 9, dobra oprawa muzyczna, przyjemne wspomnienia z plenerów lat 70-80 oraz wspaniała rola Dorocińskiego. Dobra Ostaszewska, którą osobiście bardzo cenię i rewelacyjne polskie kwestie wypowiadane przez Patricka Wilsona (rola Davida Fordena, agenta CIA) Prywatnie jest mężem Dagmary Domińczyk, która również gra w rzeczonym filmie Pasikowskiego. No i miłe zaskoczenie rolą Pieczyńskiego w osobie Zbigniewa Brzezińskiego. Dobre, mocne kino!

Tagi: film
21:22, sokramka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 marca 2015

Już po samym tytule można się domyślać, że jeden film mnie zachwycił, a drugi tak już trochę mniej. Oba oglądałam kilkanaście dni temu, nie miałam jednak czasu, ani weny, żeby streścić moje doznania. 

Dziś nadrabiam zaległości. Na początek poszła Ida, Film, który zdobył Oskara moim zdaniem był... nijaki-taki. Obejrzałam, owszem, nawet z zainteresowaniem, bo taki rozreklamowany, bo o ważnych tematach mówi, bo głęboki itepe. I na tym się skończyło. Nie wiem skąd się biorą te wszystkie negatywne opinie o filmie, że obraz jest "antypolski", że jest ideologiczny, że przeciw komuś tam... Osobiście niczego takiego w tym filmie nie widziałam i nie zrozumiałe jest dla mnie stanowisko skrajnej prawicy, chyba, że oni od tego są, aby krytykować wszystko co w treści może dotyczyć Żydów. Prawica dla mnie nie zna tej szarości właśnie - posługuje się ostrą mową, wyrażaną w skrajnych epitetach. Dla mnie jest to film... o ciszy. Słów w nim mało, za to obraz, szary i bez wyrazu ma zmusić mnie do dobrania barw po swojemu - kto tu jest biały, a kto czarny. Ida jest obrazem o dwóch kobietach, które gdzieś tam, w powojennej Polsce spotykają się na jakimś etapie swojego życia i dowiadują o rzeczach, które wywracają owo życie. Przecież takie sytuacje zdarzały się i nadal zdarzają bez pisania scenariusza, więc o co tu naprawdę chodzi? Historie o Idzie oceniam na 6, za muzykę, za rolę Dawida Ogrodnika i za Agatę Kuleszę, która cenię bardzo. Agata Trzebuchowska jako Ida była dla mnie zbyt drewniana, może taka musiała być, ale mnie to nie przekonuje. 

***

Nie ma chyba człowieka, który nie słyszałby o Zbyszku Relidze. Na Bogów miałam już chrapkę kiedy obraz pokazał się w kinach. Niestety - różne życiowe przypadki nie dały mi iść na ten film do wspomnianego przybytku kultury ;) Kiedyś już wspominałam, że lubuje się w biografiach, tak pisanych jak i fabularyzowanych. Bogowie położyli mnie na kolana, oglądałam film przygryzając wargi i śledząc każdy krok Religi w dążeniu do doskonałości. Bo on chciał byc doskonały. Tytuł fenomenalnie dobrany do jego postaci. 

Na marginesie dodam, że zawsze imponowali mi ludzie nauki ze swoim podejściem do życia i do ratowania wspomnianego życia. Jest w filmie taka scena, gdzie dr Marian Zembala tłumaczy żonie pacjenta, który będzie miał przeprowadzony przeszczep o następstwach zabiegu. Żona natomiast zadaje doktorowi proste, acz wielce ważne dla niej pytania: czy on się po tym przeszczepie aby nie zmieni? Czy on mnie jeszcze będzie kochał? Na co doktor: serce to jest tylko pompa. Na co kobieta: ale w sercu są uczucia. Jak odmienne poglądy... 

Walka z systemem i wielka determinacja uczyniła z Religi boga kardiochirurgii. Niestety, polityka już go próbowała zeszmacić, do tego nałogi, z którymi się nie krył niszczyły nie tylko jego osobiste życie, ale i życie najbliższych.  Ale nie mnie to oceniać. Wiemy, że jego wkład naukowy w kardiochirurgię jest ogromny. Film pokazał mi chyba te najważniejsze momenty z życia profesora i one mnie zachwyciły. No i Tomasz Kot, który nie należy do moich ulubieńców, ale jako aktor biograficzny (tak mówi o nim wiele osób) stworzył niemalże klon profesora. I jeszcze jedno: profesor deklarował się jako ateista ;) Na 10 możliwych Bogowie dostają ode mnie 10. 

 

Teraz na Wall Street czeka na mnie wciąż Wilk ;) no i zanęcona opisem Justka muszę do listy dorzucić szwedzki dramat "Zjazd absolwentów". 

Tagi: film
13:46, sokramka
Link Komentarze (8) »
czwartek, 19 lutego 2015

Polubiłam "biedaśrody". W ramach spędzania czasu z własną córką oraz relaksingu szeroko pojętego, poszłyśmy w ostatnią środę na "Pingwiny z Madagaskaru". Mani film podobał się bardzo, a ja jako fanka tych przemądrzałych bohaterów kreskówki tez się nie nudziłam. 

Ogólnie film jest utrzymany w konwencji popularnego serialu. Przede wszystkim mamy wyjaśnione dlaczego nasza czwórka pingwinów tworzy taką zgraną paczkę. Poza tym mamy jak zwykle tajemniczego Bohatera Złego, który próbuje nasze pingwiny unicestwić. Dodatkowo pojawiają się nowe postacie, bardzo wyraziste, próbujące nasze pingwiny zepchnąć na plan dalszy w bojach z Bohaterem Złym. Ale nic z tego, moi mili, Skipper ze swoją paczką jak zwykle musi być górą. Do tego film ma przesłanie - nie ważne jak wyglądasz, ani kim jesteś, ważne jest to, co robisz dla innych. Bardzo mi się ten pomysł podobał. Poza tym nareszcie mamy Szeregowego na planie pierwszym - on w tym filmie robi bardzo ważne rzeczy ;) Muzyka jak z filmów o Bondzie dodaje temu obrazowi tylko mocy. Szybka akcja nie nudzi i czas mija przyjemnie i bezstresowo. Jak to na bajce ;) No a na końcu pojawia się Król Julian i jego wierny przydupas Mort :)

Usłyszałam od Uszaka (który obejrzał film w necie), że nie warto wydawać kasy na bilet do kina, bo serial o sympatycznych zwierzątkach jest o niebo lepszy. Ale o gustach się nie dyskutuje i ja tak zrobiłam. Polecam każdemu, kto uwielbia bohaterskie pingwiny. Raz dla rozluźnienia napiętych jelit ;) a dwa dla zwykłej, prostej zabawy. W mojej punktacji film otrzymuje mocne 7,5.

Tagi: film
19:29, sokramka
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2