Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: dzieło małża

wtorek, 04 lipca 2017

O nieee... chcielibyście pikantne szczegóły z historii łóżkowych ;-) A to tylko taki kontrowersyjny tytuł, ha ha :-) 

Otóż będę się więc chwalić w końcu dziełem Szanownego jakim jest łóżko Mani, które robił jej od dłuższego czasu. Legowisko gotowe jest od dwóch tygodni ale jakoś nie miałam weny, żeby się nim pochwalić. Łóżko jest wykonane z płyty w kolorze niebieskim - na zamówienie naszej córki ;-) ma dwie szuflady na pościel oraz wymiary 200 x 120. To oczywiście wymiary materaca, bo łóżko ma ciut więcej. W planach jest jeszcze uszycie przeze mnie poduch pod plecy, ale nie mam czasu i nie widzę nigdzie żadnego ładnego materiału (oczywiście w odcieniach niebieskiego), żeby sprostać wymaganiom córki ;-) Materiał do wyłożenia dna szuflad jest porządny, ze sztywnej płyty, a nie tak jak robią w tych beznadziejnych Ikeowskich meblach - "że się wygina". Szyny do szuflad mają wysuw pełny co umożliwia dokładną penetrację ich wnętrza np w celu odkurzenia ;-) 

Po obliczeniu kosztów jakie włożyliśmy w wyrko wyszło nam: ok. 1300 zł z materacem. Oczywiście robocizna Szanownego nie jest wliczona, ale zostało mu to wynagrodzone w inny sposób ;-)

Oto i Maniutkowy barłóg, w poszczególnych etapach budowy. Prześcieradło zostało też uszyte - przez mnie. Jest z dwóch mniejszych, dziecięcych i ma gumkę. Deska pod materac jest dodatkowo obciągnięta materiałem, aby ewentualne zadziorki nie zniszczyły w przyszłości materaca, jest on bowiem z tą matą kokosową, na której się śpi wyśmienicie! Przetestowałam osobiście. 





piątek, 13 stycznia 2017

A teraz pochwalę się dziełem Szanownego :-) innych też trzeba chwalić.

Tak więc poniżej zamieszczam wieszak na klucze, którego strasznie mi brakowało w naszym przedpokoju, bo kluczy mamy dużo i wiele i w ogóle ;-)

Pomysł i szkic jest mój, wykonanie, czyli - wycięcie, pomalowanie, zalakierowanie, wbicie haczyków i przymocowanie do ściany jest autorstwa mojego męża.

Także i o:

 

piątek, 26 czerwca 2015

Mania jest czwartym dzieckiem Szanownego, ale pierwszą córką. Nic dziwnego, że czasem tatuś ma fioła na jej punkcie i łącząc swoje zdolności oraz parcie na pracę, potrafi córeczce nieba przychylić. 

Kiedy chciała bawić się w domku na drzewie, Szanowny "zazdrościł" swojemu dobremu sąsiadowi, że na 1000m2 działki ma postawny dębaczek i narzeka, że musi kosić połacie trawy i nie ma co z tym robić. Szanowny wiedział, że mając taki kawałek ziemi stworzyłby dla dzieciaków np mini golfa. Chcąc jednak córce zrekompensować brak ogromnej działki do zabawy zbudował domek, w którym Mania i jej koleżanki miały masę zabawy. 

Było tez marzenie o hulajnodze. Nie można? Jak to nie można. Ze starych kółek od taczki wraz z pomysłowością i zdolnościami manualnymi powstała taka oto zabawka:

Chciała mieć tablecik - to tatuś kupił w prezencie pod choinkę, choć mamusia ;) była temu pomysłowi przeciwna. 

A teraz królewna zachorowała na akwarium, a ponieważ mój mąż akwarystą zapalonym kiedyś bywał, ściągnął ze strychu stare, wielkie, rozłożone akwarium i już je składa, czyści, planuje z dzieckiem zakup roślinek i rybek. 

I żeby nie było - moje dziecko nie jest rozwydrzone, ani nad wyraz rozpieszczone, po prostu tatuś daje dziecku to co może i czym jest w stanie okazać jej miłość. Bo mówić o tym uczuciu akurat nie umie. Ale myślę, że Mania doskonale wie, że nie nadwyręża tatusiowych uczuć ;)


niedziela, 31 sierpnia 2014

Siedzę w jakimś gównie. Dosłownie i w przenośni, Bezcielesna zna szczegóły, ja szamba publicznie wylewać nie będę. Pisząc o przyjemniejszych sprawach wspomnę o początku roku szkolnego, który już jutro ;) Z Młodą pójdę na 9.00, już się na mopie umówiłam, że do roboty podjadę później. Młody sam jedzie do szkoły, w końcu to już prawie pełnoletni facet, noska chusteczką nie trzeba wycierać ;) W zeszłym tygodniu wyrabiał sobie zdjęcia dowodowe. Po 5 września będzie mógł już złożyć wniosek o dowód.

W domu bajzel remontowy, taki trochę naciągany, bo ja mam ostatnio wisielczy humor i żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce... Wszyscy się chwalą więc i ja to uczynię. Otóż Szanowny zbudował szafę dla córki, bo Mała już wybłagała od niego kapkę czasu na wykonanie tego mebla. Poza tym wierciłam Szanownemu dziurę w brzuchu o ten mebel. 

Szafa prezentuje się tak:

Brakuje tylko drążka na wieszaki i drzwi, które mają być niebieskie na zlecenie Młodej, ale niestety fundusz reprezentacyjny rodziców aktualnie się skurczył. Czekają mnie jeszcze pewnie wydatki związane z początkiem roku szkolnego, ale o tym wolę nie myśleć, wszak gnębi mnie co miesiąc wizja 10ego ;)

Dodam, że szafa jest przerobiona z innego mebla, co uważam za trudniejszą jazdę bez trzymanki, ale fundusze nas ograniczały i Szanowny musiał wykorzystać materiał z odzysku. W ogóle ten mój chłop to i łózko dziecku zbudował i grilla na podwórku buduje (takiego z wędzarką razem) i cały regał na starym mieszkaniu był jego dziełem i potrójne łóżko dla swoich synów kiedyś zrobił i webasto w swoim samochodzie sam wykonał i garnek do gotowania mielonki sam zrobił i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność... 

A na koniec kolejna dawka z pozytywnych obrazków:


czwartek, 10 lipca 2014

Fajnie się je robi. 20 minut i gotowa :)

Niebieska dla córki :)

Dla Niuni ;) to taka jedna mała, która lubi bransoletki.

Dla mamy Niuni :)

Zielona może być noszona przeze mnie, albo może być dla koleżanki, zależy, którą wybierze:

I szara:

Oczywiście byłabym świnią, gdybym nie pochwaliła zdolności manualnych Szanownego. Wreszcie skończył hulajnogę dla Małej. NIKT z jej koleżanek/kolegów takiej nie ma :) Ha!

Ci co znają mnie z FB wiedzą, że to zmodernizowana wersja starszego modelu hulajnogi. Taki tuning znaczy się ;)

niedziela, 08 września 2013

Najpierw mini moda dla córki Bezcielesnej. Robi się szybko, w ręku machu-machu, rozmiary tych lalek mają tak ok. 9 cm.  

I mini modelka w ubranku:

Wielkopolski worek przedszkolaka:

A to będzie łapówka. Oczywiście duży żart, ale chcę podarować Izie torbę w zamian za coś, czyli jednym, brzydkim słowem "łapówka" ;)

No to jak się już chwalę, to pochwalę się dziełem Szanownego. Koty u nas nigdy nie miały drapaków kupnych, zawsze staraliśmy się robić je sami. Mąż zbudował, ja obszyłam :)

Nad drzwiami jest kocia sypialnia :)

Widać od razu, że brakuje mi mebli na książki ;)

wtorek, 04 czerwca 2013

Dzień Dziecka spędziłam na uczelni, ale za to moja córka nie odczuła braku mamy, bo tatuś zdążył dokończyć prace budowlane w związku ze swoją „kamienicą”, jak to określiła nasza sąsiadka. A oto i dzieło w pełnej krasie:

 

Huśtawka też jest made by husband, większość to materiały z odzysku, jakieś rury, dawne stelaże, z racji tego, że nie mamy pieniędzy Szanowny musiał szukać oszczędności. Trzeba było tylko zainwestować w farby no i jakieś śruby… Ze zdjęć zrobionych na „Kinder party” wywnioskowałam, ze Mała bawiła się świetnie. Przyszły trzy koleżanki, jeden kolega, było przecięcie wstęgi, ciastka, cukierki, napoje, muzyka, no prawdziwy Dzień Dzieci. O burdelu po imprezowym nie będę wspominać, bo i tak mam nadszarpniętą psychikę. Nadmienię tylko, że dziś jest już wtorek, a na podwórku walają się jeszcze pozostałości po zabawie, nie mówiąc już o puszkach po farbie do malowania domku.

Synowi kupiłam kolejną książkę, matko jedyna, ileż on potrafi przeczytać w ciągu miesiąca? To chyba dobrze, bo podobno czytający mężczyźni są sexi. Szkoda, że mój Szanowny nie wie nawet co to gazeta…  

Weekend naukowy nie był do końca satysfakcjonujący, bo chyba zawaliłam egzamin z angielskiego. A przede mną jeszcze pięć egzaminów za dwa tygodnie i jeden referat do napisania. Szaleję.

Jestem wykończona, do tego dochodzą problemy w samym domu, dziadek pije ostatnio na umór. Oczy ma zapuchnięte jak balony, morda czerwona, język mu się plącze i co rano wymiotuje. Słyszę co się dzieje po jego stronie i szlag mnie trafia. Takie męty ludzkie do niego zaczynają się schodzić, że strach się bać. Informacja o tym skierowana do mojego męża nie jest jakoś szczególnie przez niego odbierana, nie wiem czy Szanowny boi się ojca? Generalnie mój mąż nigdy jakoś nie miał zacięcia do gwałtownych interwencji. Albo stał z boku, albo jak na niego pluli to mówił, że deszcz pada.

Wczoraj za to spotkałam się z bratem. Zaproponowałam mu wycieczkę na cmentarz. Pojechaliśmy razem do Mamy, pogadaliśmy, od wielu tygodni nie śmiałam się, a mój brat potrafił mnie rozbroić. Choć wiem, że sam potrzebuje pomocy, jego obecność daje mi poczucie stabilizacji. Szkoda, że tak daleko ode mnie mieszka… 

Na terapię nie chodzę, boję się ludzi. Nie chce spowiadać się z mojego życia, ale chyba bardziej nie chce patrzeć w oczy obcym. Potrzebuję może pomocy jednego specjalisty, aniżeli wsparcia grupowego. Zresztą ja nigdy nie byłam zwierzęciem stadnym. Już to podkreślałam. Boję się tylko, żeby ktoś nie zakwalifikował mnie do umysłowo chorych…

Dziś muszę napisać parę maili. Lepiej mi się pisze niż mówi. Rozmawiając szybko łamie mi się głos, jestem obrzydliwie płaczliwa. Poza tym ludzie mnie denerwują.

Kołatania serca nie ustają.

poniedziałek, 13 maja 2013

Zbliża się Dzień Dziecka. Jak co roku staramy się z mężem obdarować nasze dzieci nietypowymi prezentami. Dlaczego "nietypowymi"? Ano dlatego, że np w zeszłym roku Mała otrzymała od nas hulajnogę hand-made. Od kółka aż po kierownicę wyprodukowana była przez mojego męża. Ja ograniczyłam się tylko do trzymania pędzla. Efektami pochwaliłam się na FB. Bezcielesna widziała produkt końcowy.

W tym roku Mała zapragnęła domek. Najpierw miał być dla lalek - taki rozkładany, z dwoma piętrami, okienkami, mebelkami w środku, wielkości co najmniej naszej córki. Jako prace zlecone otrzymałam za zadanie uszycie zasłonek, firanek, wycięciu dywaników, obrusików no i takie tam inne. Plany jednak uległy zmianie. Domek będzie, ale dla dzieci. Taki, żeby nasza córka i jej koleżanki mogły bawić się na podwórku. Też mam zlecone: Szanowny wytnie okienka, zbuduje w środku ławę i maluśki stoliczek, a ja mam to wszystko obszyć.

Tak wygląda początek:

Dach oczywiście malowałam sama ;) oto jego jedna część:

Niedziela nie pieściła nas pogodą, ale w sumie nie padało i to wystarczyło, żebyśmy mieli ręce pełne roboty. I to też lubię - prace remontowe wszelkiego rodzaju. Młotek, wiertarka, czasem kielnia nie są mi obcymi narzędziami ;)

Ale sama tez nie próżnowałam. Uszyłam koleżance torbę zakupową i łapkę kuchenną. Chciałam jej się odwdzięczyć, za co? opowiem w osobnym wpisie. Koleżanka zapragnęła mi płacić za robotę, ale odmówiłam. Powiedziałam, żeby nie odbierała mi przyjemności robienia prezentów. Bo bardzo lubię robić ludziom prezenty. Oto i mój podarowany prezent: